RSS
 

Świątynia lamaistyczna, świątynia Konfucjusza, Uniwersytet Cesarki oraz ulica handlowa

17 kwi

Nie za bardzo znam się na buddyzmie, zawsze wydawało mi się, że chodzi tam głównie o Buddę. A tu nagle okazuję się, że jest parędziesiąt różnych Buddów i każdy może być czczony w różnych budynkach, w jednej świątyni.
Świątynia, którą dziś odwiedziłam otoczna jest przez całą ulicę sklepików z kadzidłami. Atmosfera porównywalna do naszego Święta Zmarłych.
Świątynia lamaistyczna została zbudowana w XVII wieku w troszeczkę innym stylu niż widziałam wcześniej: tybetańskim, mongolskim i chińskim. W środku znajdowało się, jak wspomniałam, wiele posągów Buddów, ale także założyciela tybetańskiego odłamu buddyzmu (tzw. żółte czapki). Na koniec (niestety nie można było robić w środku zdjęć) w czteropiętrowym pawilonie znajdował się 17 metrowy, wyrzeźbiony z jednego kawałka drewna, Budda Przyszłości. Jego rozmiary, od podłogi aż po sam sufit czwartego piętra) robią niesamowite wrażenie.




Pawilon wejściowy



Pulchny, śmiejący się Budda, a przed nim podarki ze świeżych owoców



Mały mnich i duży mnich, razem zwidzają



Budda



Czteropiętrowy pawilon, w którym znajduję się 17 metrowy posąg Buddy



Młynek do modlenia


Modlący się Buddyści. Obserwując ich sposób modlenia, poruszania i zachowania, a także oglądając wnętrza pawilonów, zrozumiałam, jak trudno musi być wytłumaczyć chrześcijaństwo, mimo, że mamy wiele punktów wspólnych. Ciekawe, czy oglądając kościoły ludzie z dalekiego wschodu też odnoszą takie wrażenie, że wszystko jest bardzo dziwne.

Następnie udałam się do świątyni Konfucjusza, która znajdowała się naprzeciwko. Tam, oprócz wspominanego przybytku, znajdują się również kamienne stele zapisane imionami tych, co zdali Państwowe Egzaminy Urzędnicze. Czym one były? Otóż zostały wymyślone podczas trwania dynastii Han (206 p.n.e-220ne). Dzięki niemu można było wybrać najzdolniejszych ludzi do administracji państwowej. Uczeń, który podczas egzaminów uzyskał pierwszy, drugi albo trzeci wynik otrzymywał specjalny tytułu oraz przywileje (np. wchodzenie specjalnym wejściem do Zakazanego Miasta.



Stele z imionami tych, którzy zdali egzaminy

Sam Konufucjusz jest wam całkiem dobrze znany. Kompleks świątynny zbudowany został w XIV wieku, a obok znajduję się uniwersytet, gdzie przygotowywano uczniów do egzaminów


Stela ufundowana przez cesarza, dotycząca stłumienie któregoś z buntów. Ważniejsze jest jednak stworzenie, na którym znajduję się stela, jest to mityczne skrzyżowania żółwia ze smokiem



Świątynia Konfucjusza



Uniwersytet



Miejsce, z którego wykładał Cesarz znajduję się na wyspie



A na mostach prowadzących na tą wyspę wiszą tabliczki z podziękowaniami albo z prośbami (niestety nie było informacji wyjaśniającej



Woskowa rekonstrukcja: uczeń przedstawiający wynik pracy nauczielowi



Nauczyciel

Następnie przeszłam się do parku Di Tan, czyli świątyni Ziemi. Samej świątyni nie mogłam zwiedzić za bardzo, bo było tam jakieś zgromadzenie, chyba promocja jakiejś książki. W środku był mały tłumek, a na zewnątrz troszkę mniejszy tłumek smutnych panów z krótkofalówkami



Świątynia Ziemi?

W dalszej części parku, jest przestrzeń utworzona z zasadami feng shui, co ma wspomóc przepływaniu wewnętrznego qi. Qi (czyt. ći) hest związany z yin i yang, które spajają cały wszechświat. A np. akupresura ma pomóc przepływać energii qi przez ludzkie ciało.



Element czterech żywiołów w parku



Miejsca akupresury były rozwieszone w całym parku



A dalej było miejsce, gdzie staruszkowie mogli grac w go i razem z dziećmi ćwiczyć w na placu zabaw

Po parku, przejechałam się metrem do placu Tian’an Men, od którego odbiegała turystyczno-sklepikarska uliczka. Od tej z kolei odbiegała już uliczka z początków XIX wieku z specjalistycznymi sklepami. Bardzo urokliwe miejsce, w którym można odbyć podróż w czasie.


Świątynia lamaistyczna: 25 yuenów
Świątynia Konfucjusza + Imperialny Uniwersytet: (studencki) 15 yuenów
Park: 2 yueny
Porcelanowy (?) kubeczek kupiony na obrzeżu handlowej ulicy, tuż przy hutongach: 30 juenów (a jak chciałam się targować to Pan się obraził, schował kubek i wyszedł ostentacyjnie ze sklepu Oo)

Po za tym był to dzień, kiedy zgubiłam / ukradziono mi Julkę I.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jedzenie

14 kwi
Udało się wgrać nowe zdjęcia, do tej pory są już wszystkie z Xi’an i z dorzucam teraz z Muzeum, a za chwilę dodam te ze Stadionem. Jak będzie dobry transfer to zaczne te z jedzeniem.

***

Odkryłam, dlaczego nie mogę jeść! Jestem chora, rzadko się zdarza, a jak już to zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Jednak postarałam się o parę interesujących fotek tego co udało mi się w siebie wmusić, oraz tego co widziałam na mieście, w Xi’anie.


Restauracja syczuańska- wołowinia, lekko ostra, z papryką oraz selerem (chyba?). Było to pyszne danie, ostrość w sam raz, a mięso delikatne i miękkie.


Mini sajgonki, które zjadłam w hotelu, podczas sprawdzania netu. Na początku było ich zdecydowanie więcej, ale nie miały więcej niż 10 cm długości.


Hm… to miało być coś lokalnego (znów hostel w Xi’anie), ale było to czerowne curry z fragmentami jakiejś części kurczaka. Curry jak curry, nigdy nie dorówna temu z Holandii

A teraz parę fot z restauracji syczuańskiej, tak, żeby was postraszyć



Zupa z kurczaka



Ogrek morski jest rodzajem ślimaka morskiego, który ma wypustki, i jest bardzo drogi



Pieczone piskle gołębia



A to co już sobie zamówiłam kiełbasa syczuańska, normlana kiełba tyle, że ostra


A to kociołek na ostro z wołowiną. O rany, to było przeżycie. Czytam teraz książkę o kuchni syczuańskiej, gdzie takie dania określają mianem „ostro-mrowiące”, co jest prawdą. Ciężko opisać smak dania, jednak mięso, choć wyglądało podejrzanie i chyba było jakąś inną normalną częścią wołowiny, było bardzo smaczne (jędrne i gumiaste). Nie zjadłam wszystkiego, bo naszło mnie wszechogarniające ciepło. Ale chyba to co mam teraz w lodówce już nie ruszę



Ananas kupiony na ulicy, ozdobnie rzeźbiony

Widoki z dzielnicy muzłumańskiej w Xi’an


Z kolei podczas pierwszego dnia konferencji zrezygnowałam z lunch (kosztującego olbrzymią kwotę 100 juanów!) i poszłam naprzeciwko do centrum handlowego, na coś lunchowego. Wybrałam najbardziej zatłoczone miejsce, gdzie (hurra) były angielskie napisy i rysunki. To jednak nie pomogło. Nawet zastanawiałam się nad bakłażanami w wersji wegetariańskiej, ale pomyślałam: a co mi tam. I wzięłam kurczaka z ryżem. Oi nie zjadłam tego i po raz pierwszy prawie się zwymiotowałam. Niestety skóra i chrzęści u mnie nie przejdą.

A teraz najlepsze co mnie spotkało. Drugi dzień konferencji – wieczorny bankiet z chińskim jedzeniem. Co najmniej 20 potraw przewijających się przez stół, jedne wnoszone, drugie wynoszone. To była jedzeniowa orgia!
Na stole stał okrągły obracany szklany talerz, na którym na początku znajdowały się przystawki: ostra sałatka ze szpinaku (bardzo ostra), kiełbasa syczuańska (nie tak ostra jak ta w restauracji syczuańskiej), wątróbka (którą tylko ja spróbowałam, delikatna i puszysta), ostra kapusta, jakieś dziwne różowe warzywo o smaku kukurydzy, ale konsystencji mazi ryba oraz mięso z tłuszczem. A potem ruszyła karuzela jedzenia: krewetki na gotowane na parze, w tempurze (chyba powinno się je jeść ze skorupkami, ale my dzielnie je rozbieraliśmy), golonka (mięso tak delikatne, że bez problemu odchodziło od kości odrywane tylko pałeczkami), kurczak upieczony w całości (pokrojony w plasterki, z głową, ciepła kukurydza z warzywami (całkiem smaczne, ale jakoś nie specjalne), wołowina w sosie z ogórkiem (najbardziej zbliżone do tego co my nazywamy chińskim jedzeniem), przegrzebki z eskalopkami z makaronem ryżowym przybrane papryką (delikatne, mocne w smaku, po prostu super! Zjadłam dwa!!), oczywiście kaczka po pekińsku (tzn. kaczka, naleśnik na parze, pokrojone w słupki rzodkiew, dymka i coś jeszcze, sos śliwkowy, cukier. Niestety w smaku średnia), ryba (co za ryba to nie wiem, spójrzcie na zdjęcie. Mało kto dostał się do środka ryby, ale wszyscy zjedli te frytko podobne wypustki z zewnątrz, w bardzo słodkim sosie), słodkie bułeczki z sosem waniliowym, bulion z kury, z całą (tak CAŁĄ, tzn. nogami, głową itd.) kurą (smakowała jak kura z rosołu), słodkie bułeczki z sosem waniliowym (nie jadłam, określone mianem pączków), pieczone na parze zawinięte w bambusa bułeczki, bułeczki pieczone na parze z mięsnym farszem, szpinak z sosie sojowym, a na koniec, wedle tradycji zupa (galeretowata, bez smaku) oraz owoce. A do picia cola, sprite oraz wino ryżowe, słodziuteńkie, minimalnie lżejsze od wódki.


Początek, stół wygląda skromnie, kręcą się tylko przystawki. Na pierwszym planie dziwne różowe warzywo o smaku kukurydzy. Po prawej wątróbka, po lewejkiełbasa


Na górze kurczak, można zobaczyć zapieczoną głowę z grzebieniem. Poniżej golonka (GOLONA) na sposób chiński


Przegrzebki i eskalopki przybrane makaronem ryżowym, smażoną cebulą i papryką. W tle golona, kukurydza, miesą z tłuszczem


Ryba. Przepięknie podana, wszyscy robili zdjęcia. Te wypustki na tułowiu smakowały jak frytki, a sos był slodki.


Prawie koniec kolacji. Na pierwszym planie bułeczki pieczone na parze. Za nimi bułeczki pieczone na parze z farszem mięsnym. Przed pierwszymi bułeczkami szpinak w sosie sojowym, obok cała kura ugotowana w rosole, za nią galaretowata zupa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pekin powolna spokojna niedziela

13 kwi

Ten dzień był raczej męczący. Przyjechaliśmy z Xi’an o 8
rano, potem na piechotę do metra i do hotelu. Tam znów trzeba czekać i tak po
prysznic, po całym dniu chodzenia i nocy w pociągu, mogłam wejść około 11.
Zatem zdecydowałam się raczej na spojony dzień, który poświęciłam zwiedzeniu
parku olimpijskiego, z którego możecie zobaczyć zdjęcia stadionu narodowego
wybudowanego w 2008 roku, tak tego w kształcie gniazda. Zwiedziłam również
paleolityczne muzeum przy wyjściu z metra, w podziemiach centrum handlowego (co
kosztowało 10 juanów.

 

***

Zdjęcia pod tym adresem(tak tu się kryje link), pojawiają się powoli, dopiero kończe ładować Xi’an dzień pierwszy. Wszystko jest ułożone chronologicznie, tak jak opisy w notkach. Oczywiscie jak wrócę i poradzę sobie z naprawą Picassy to wrzucę zdjęcia do notek (już naprawione:).

BTW dziś byłam na nieeeeeeeeeeeeeeesamowitym bankiecie z ponad 20 dań chińskich!!! Jutro notka na temat jedzenia, w której (powinny być) tylko zdjęcia jedzenia i opisy jedzenia!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Xi’an dzień 2

12 kwi

Perę zdjęć znajdziecie tutaj, ale picassa już działa, więc zapraszam też tam do albumu.

Drugi i ostatni dzień w Xi’an zwiedziłam słynne pagody oraz udało mi się dostać do Muzeum Historii Prowincji. Muzeum było w starym stylu, ale zabytki były przeciekawe, od starożytności-paleolitu aż do XVI wieku. Przedstawię Wam tylko z 3 najciekawsze zabytki, bo nie chcę Was zanudzić archeologicznymi rzeczami.
Czym jest pagoda? Jest to indyjska forma relikwiarza/grobowca– stupy, przeniesiona do Chin. W Xi’anie istnieją dwie warte zobaczenia pagody: Wielka Pagoda Dzikich Gęsi i Mała Pagoda Dzikich Gęsi. Wielka została wzniesiona w VII wieku jest połączona z świątynią. Miała skrywać tłumaczenia pism w sanskrycie na język chiński dokonanych przez jednego z cesarzy.



Pagoda i świątynia



Kadzielnica przed świątynią oraz wnętrze świątyni



Wnętrze świątyni



Złote zdobienia na świątyni



Pagoda



Dokoła pagody i świątyni był ogród a w nim zawieszone słowiki



Mnich opiekujący się kompleksem

Mała Pagoda Dzikich Gęsi ma „tylko” 43 metry wysokości. Powstała w na początku VIII wieku jako relikwiarz dla sutr przywożonych Jedwabnym Szlakiem. W kompleksie znajduję się również spory park oraz świątynia z Wieżą Dzownów i Wieżą Bębnów (wersja mini jest w każdej świątyni: lamaistycznej, Konfucjusza itd.)



Mała Pagoda. Widać, że jest starsza niż drewniane budynki (tak jak poprzednia), oraz, że jest to zupełnie inny styl. Przywodzi na myśl raczej Indie, albo środkową Azję niż Chiny.



Swiątynia koło Pagody



Pies w buszu bambusów



Drzewko, chyba miłości

A teraz troszkę z muzeum:



Grób z wozami i końmi



Slimak?



Ceramiczny smok 206p.n.e-220 n.e



Jednorożec



A to moim zdaniem jest scytyjskie



A tego psa swędzi noga

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Xi’an 1

11 kwi
Wymyśliłam już jak zastąpić picassę, ale muszę jeszcze to sprawdzić, jak się uda, w następnej notce będą zdjęcia:)

Dajcie znać, czy ten link działa i czy widzicie tam jakieś zdjęcia: link do Flickr



***

Xi’an dzień 1
Xi’an to dawna stolica Cesarstwa Chińskiego, znana jako Chang’an. Był to początek, bądź koniec, zależy z czyjej perspektywy patrzysz, Jedwabnego Szlaku. W sumie słusznie w Muzeum Historii Prowincji pokazywali, że wszystko stąd płynęło (na wielbłądach) na zachód. Rzymskie modnisie uwielbiały jedwab, dzięki któremu były ubrane, a jednak całkiem nagie. Z Rzymu do Chin sprowadzano zaś szkło, bo chociaż w Państwie Środka znano już polewę ceramiczną, to chyba ze szkłem im się nie udało.
Swoją podróż po Xi’an zaczęłam od autobusu, gdzie wsadziła mnie wspomniana Pani z pociągu. Bez niej, w tej kotłowaninie ludzi oraz autobusów, pociągów itd. Nigdy bym nie znalazła ani punktu informacyjnego, ani tym bardziej autobusu 306 (mimo, że Google maps napisł 307).
W autobusie, niewyspana, przestraszona, zaczepiłam pierwszą wchodzącą białą twarz. Okazała się to być całkiem sympatyczna Niemka, również podróżująca sama oraz para Francuzów. I tak w czwórkę zwiedziliśmy sobie Terakotową Armię, a potem przeżyliśmy traumatyczny powrót.
Co do Armii, są to wykonane z terakoty posągi mające strzec pochówku dość kontrowersyjnego cesarza, który jednocześnie wzniósł państwo na wyżyny, ale był także tyranem. Jego pochówku, ponoć otoczonego przez rzeki z rtęci i przysłoniętego niebem, na którym gwiazdami są perły, do tej pory nie odkopano, ale podejrzewa się, gdzie on jest. Strzegąca swojego władcy armia złożona jest z prostych szeregowych, średniej rangi oficerów, wysokiej rangi oficerów, rydwany, służbę itd. Każda postać ma indywidualne, nie powtarzające się cechy, a jej ubiór i fryzura są przedstawione w najmniejszych detalach.

Różne zdjęcia:



Bardzo interesującym miejscem był otwarty wykop, w którym trwają ciągle prace wykopaliskowe (z tego co widziałam duża część Armii nie została jeszcze odkopana i bardzo dobrze!).

Ale chyba archeolodzy pracują po nocy, bo nikogo tam nie było. Co się dziwić, kto chciałby pracować pod okiem tysięcy turystów (charczących i plujących na dodatek)



A oto stoliki do konserwacji



A tak wyglądają figury, kiedy się je skleja (myślicie, że to trudne? Spróbujcie z łużyckimi garnkami….)



Armia z Julia



Julia z Armią:)

Wracając natrafiliśmy na autobus, który chyba zgarnął nocną zmianę z fabryki. Oi, była to ciężka przeprawa… Facet za nami zaczął rzygać za okno. Nawet jak dostał torebkę…

Rozstaliśmy się z francuzami (zachwyconymi Julką) i udałam się z Niemką na zwiedzanie południowej części Xi’an, czyli Wieży Dzwonów i Bębnów (bo niby zwiedzanie Armii miało zająć cały dzień, a trwało chyba max 5 (z 2 godzinami podróży autobusem). Tam udało nam się załapać na pokazy gry na dzwonach i na bębnach (z tego mam filmik, więc muszę mieć czas, żeby wrzucić na jołtubę.




Widok na Wieżę Dzwonów



Dzwon



Widok na południową bramę



Detale



W wieży Bębnów – bęben

Dalej, skoro miałyśmy czas, zagłębiłyśmy się w zaułki muzułmańskiej dzielnicy. Tam zwiedziłyśmy Meczet

Dzielnica Muzłumańska to miejsce, które najbardziej mi się podobało. Głośne, ale inaczej niż typowe tutaj trąbienie i krzyki na ulicy. Dzikie przetaczające się tłumy, ale jakieś takie w nastroju odświętnym, jarmarcznym. Zdjęcia z uliczek, jako, że są głównie związane z jedzeniem, wrzucę w odpowiedniej chwili. Teraz Wielki Meczet. Znawcy sztuki muzułmańskiej niech się nie dziwią – to wciąż są Chiny i ten pierwiastek przejawia się w każdym aspekcie.

Terakotowa Armia: 55 juanów (studencki)
Autobus 306: 7 juanów w jedną stronę
Wieża Bębnów i Dzwonów: 35 juanów (obie, studnecki)
Meczet: 30 juanów
Hostel: 50 juanów za noc w cztero łóżkowym pokoju
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pekin dzień kolejny

10 kwi
Picasa chyba padła definitywnie. Musze się zastanowić nad jakąś alternatywą. Póki co musicie być skazani tylko na opisy. W najbliższych dniach: Xi’an dzień 1, Xi’an dzień 2, Jedzenie (w tym stoiska z dzielnicy muzłumańskiej w Xi’anie)

Przed wyjazdem do Xi’an miałam kupę czasu, więc skorzystałam z okazji, żeby nadrobić zaległości i wybrałam się do Zabytkowego Obserwatorium, zbudowanego w XV wieku. Ponoć jest to najstarsze obserwatorium na świecie! I chociaż zabytki wystawione w parku i dachu obserwatorium wyglądają na chińskie dziwadła, okazuję się, że są to dobrze nam znane europejskie narzędzia do obserwacji nieba:

Następnie udałam się zobaczyć drugi kościół w Pekinie

który był oblegany przez „pary młode” pozujące do zdjęć. Chińczycy, a może raczej agencje reklamowe, mają fioła na punkcie ślubów w stylu zachodnim

Potem obeszłam plac Tian’an Men, gdzie znajdują się



Wieża Łucznicza i Baszta, które składają się na niegdysiejszą Przednią Bramę, oznacza, że tu były mury miejskie.



Mauzoleum przewodniczącego Mao, którego wystawiają popołudniami



Pomnik Bohaterów Ludowych oraz Muzeum Narodowe

Żeby wejść na plac należy przejść przez rentgen torby, tak samo jak w metrze. Nie skusiłam się jakoś na tą rozrywkę i ruszyłam na dworzec, skąd miałam wyruszyć na południe.
Cena wejścia do Obserwatorium: 10 RMB

Pociąg do Xi’an miałam o godzinie 20:30, dlatego też na dworcu
siedziałam już od 18.30. Zawsze dobrze być wcześniej, na wszelki wypadek
(co mi się sprawdziło podczas powrotu, kiedy biegałam jak szalona
szukając bramki, ale o tym później). Podróż trwała 12 godzin (1200 km)  i za okna mogłam zobaczyć tylko okolice Xi’anu (bo o 20 tutaj jest już ciemno).
Podróż do Xi’an była bardzo przyjemna. W przedziale rozmwaiałam z Panią, która uczy języka angielskiego-biznesowego na Uniwerku oraz z bizmesmenem, który jechał do pracy (z resztą większość osób w pociągu to albo turyści, tacy jak ja, albo bizmesmeni w garniakach, pod krawatem). Kiedy rozmowy ucichły a światła pogasły, zasnełam w rytm miarowego turkotu kół pociągu.
Jednak było coś, co zwóciło moją uwagę za oknem. Bardzo intetresujące kopczyki na środku pól (nie ryżowych, ryż chodują bardziej na południu), przy niektórych znajdowały się tablice, w około innych zbierali się ludzie, inne były czymś przyozdobione. Kopczyki były rozrzucone na polach, niektóre skupione, inne pojedyńcze. Zastanaiwałam się co to może być i póki co jedyne wyjasnienie, jakie przyszło mi do głowy (porównując się na archeologiczne analogię), że są to groby?

***

Obejrzenie tego samego odcinku CSI:NY po raz 3 nie jest już takie fajne, jak wcześniej:( Ale (!) na AXN był Spidermen 3!
 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Tianjin

06 kwi
Wiecie, co.. wyglada na to, ze nie dziala mi picassa, jak bede miała możliwość uzpełnie zdjęciami. Póki co jutro jadę do Xi’an i będę z powrotem w niedzielę.

****

Dziś zwiedzałam Tianjin, gdzie jechałam pociągiem. Jestem pod dużym wrażeniem chińskich kolei (i mam nadzieję, że moja jutrzejsza podróż do Xi’an tego nie popsuje). Dworzec jest jak lotnisko, podchodzisz do odpowiedniej bramki, która kasuję Ci bilet i schodzisz na peron, gdzie już czeka pociąg (bo bramki otwierają się około pół h przed odjazdem). Byłam nastawiona na około 1,5 h podróży, bo na mapie Tianjin zdaję się być dość daleko. Pociąg jednak jechał około 350 km/h, w mieście zwalniał tylko do 150, tak więc po pół godzinie byłam już na miejscu. Tak więc porzuciłam moje silne postanowienie, żeby poruszać się taksówkami oraz się nie przemęczać, i zlazłam całe miasto na piechotę (no nie całe, ale tą turystyczną część).
Tianjin to portowe miasto nad rzeką, w którym zasiedlili się Anglicy, Francuzi, Niemcy, Japończycy, Włosi i Austro-Węgrzy (tak, to te czasy, kiedy istniały Austro-Węgry i niektórzy z nas byli ich częścią). Tak więc, oprócz typowej chińskiej zabudowy, w Tianjin można zobaczyć także zabudowę szumnie zwaną kolonialną. Osobiście się zawiodłam w tym punkcie wycieczki, gdyż wyglądało to tak… znajomo… dziwnie holendersko? No, ale z drugiej strony miasto łączy w sobie elementy starych Chin, XIX wiecznych kolonii oraz współczesnych betonowo-szklanych wieżowców, co jest dość interesującą kombinacją.
Po tym krótkim wstępie, pozwolę sobie zaprezentować parę zdjęć. Oczywiście więcej możecie zobaczyć w albumie



Interesujący zegar przed dworcem



Jeden z wielu mostów w mieście



Panowie łowiący ryby



Światynia Konfucjusza



Sam Konfucjusz



Wnętrze jednej z Hal, gdzie znajduję się ołtarz



Tablice zdobiące mury wewnętrzne świątyni przedstawiają albo życie Konfucjusza, albo cnoty, które Konfucjusz uznawał za najbardziej wartościowe



Droga do wieży bębnów prowadziła przez starówkę, która tak naprawdę była deptakiem pełnym sklepów



Wieża Bębnów


Wracając nad rzekę można się przejść po antycznej handlowej uliczce – deptaku wypełnionym sklepikami, ale w bardzo fajnym klimacie, aż przyjemnie było wydawać pieniądze



Na końcu tej ulicy stała kolejna typowa chińska świątynia, przed którą po raz pierwszy zobaczyłam kadzielnicę w użytku



A po drugiej stronie tego „psiego mostu” jak go sama nazwałam(bo na każdym przęslę stała rzeźba z brązu przedstawiająca psa. Ten osobnik urzekł mnie najbardziej)



Znajdowała się kolejna świątynia. Czyja, już chyba nie muszę tłumaczyć



Gdzieś pomiędzy poszczególnymi sklepami na antycznej uliczce zakupów znajdowała się świątynia bogini morza,



To wnętrze i ołtarz



Gdzie kadzidła paliły się już pełną parą



I gdzie było wiele ołtarzy ( o rany, chyba z 8 różnych hal) poświęconych przodkom (?)



A na końcu kompleksu była ściana pokryta płytkami ceramicznymi. Z różnymi szczegółami np. z akrobatami

Wracając do dworca znalazłam się na kolejnym deptaku ze sklepami. Tym razem wyglądał on identycznie jak Haarlemstrasse w Leiden

Chociaż w Leiden nie było takich fajnych mangowych rzeczy!



”Turysto, nie zasypiaj podczas zwiedzania!”-tak krzyczał do mnie ten znak drogowy



Architektura kolonialna



Zachodnia uliczka, pełna budynków, które kiedyś były bankami



Albo Pocztą Główną Cesarstwa

Co do kwestii jedzeniowych, jestem bardzo zawiedziona własnym organizmem. Nie jestem w stanie nic jeść! Tak się nastawiałam na te wszystkie dobrodziejstwa kuchni chińskiej. I co z tego? Nic mi przez gardło nie przechodzi, a jak czuję ten specyficzny zapach chińskiego jedzenia to mnie mdli. Dziś jestem na dwóch porcjach krewetek.
Jako, że pociąg miałam z samego rana, nie zdążyłam zjeść śniadania (tego złożonego z chleba żytniego). Raczej wiedząc, że coś muszę jeść, niż z głodu, wlazłam do pierwszego otwartego lokalu, który nie był KFC. Tak… do Pizzy Hut.



Ale zdziwilibyście się, jeżeli spodziewalibyście się tam znanego z Grubej Kaśki Menu. Jak widzicie w zestawach są zupy, ryż z warzywami, noodle



ośmiornice w sosie teriyaki (chyba musicie uwierzyć na słowo)



warzywa w temperze itd.



a oto moje pierwsze krewetki. Zawinięte w ciasto, chyba coś na kształt filo, z sosem majonezowym. Smaczne, o ile jadło się z sosem.


A oto drugie krewetki, które zjadłam czekając na pociąg. Te z kolei są w panierce i również były podane z sosem majonezowym. Nazwy knajpy nie pamiętam, ale jedzenie było smaczne. Sory za jakość, to z iphona

To, że sobie odmawiam jedzenia, nie znaczy, że mam wam odmówić jego widoków, tak więc oto:



Pan z wózkiem, z którego sprzedaję kukurydze i coś bardzo dziwnego, co wygląda jak podgniły bakłażan (a okazało się pieczonym słodkim ziemniakiem).



To było coś bardzo interesującego. Z tyłu roweru pan wiózł coś jakby tort ryżowy przełożony ciemną masą.



Następnie odważał każdy kawałek i posypywał, chyba cukrem (ale równie dobrze mogła być to sól)


A to jest bardzo popularne w Pekinie, sprzedają na każdym rogu. Te okrągłe na szaszłyku to chyba owoce kandyzowane w cukrze, mogą być również w cukrze i sezamie. Te czarne na patyku to Hot Dog. Tak właśnie jest podawany w Chinach.
PS. Jeszcze raz usłyszę jak jakiś facet charka i spluwa, to go zabiję. Teraz widzę, że w Pekinie jest jeszcze spoko, ale tam to był po prostu koszmar!!!
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Park Tian Tan, Rezydencja księcia Gong, Wieżę Bębnów i Dzwonów

05 kwi

Niby nie wiele dziś zwiedziłam, ale dałam sobie do wiwatu chodząc po hutongach. A z racji, że jutro o 8.40 mam pociąg do Tianjin, dziś napiszę trochę skrótowo.

Dzień zaczełam od zwiedzenia parku Tian Tan, gdzie zobaczyć można świątynie, w których cesarz odprawiał rytuały podczas przesilenia zimowego.




Od Pekin

Oto świątynia Modłów o Dobry Urodzaj. Koniec trasy ceremonialnej kompleksu świątynnego w parku.



Za nią znajdowała Hala Nieba (Imperial Hall of Heaven), przy której można było się doczekać znaków zarówno cesarza





smoków,



Jak i cesarzowej – feniksy



wnętrze hali



Dalej, za Czerwonym Mostem, w otoczeniu Muru Szeptów znajduję się



Świątynia Sklepienia



Jej sklepienie jest kasetonowe, a na środku złoty smok



Na samym początku trasy znajduję się Ołtarz Nieba



Jest to platforma ułożona z kamiennych płyt, a ich ilość jest podzielna przez 9 (cyfra przynosząca szczęscie)



A to ciekawe szczegóły z ceramiki. Niebieski kolor symbolizuję oczywiście Niebo


Następnie weszłam między hutongi (tu widok z góry na przykładowe hutongi, z wieży bębnów). Hutong to tradycyjna zabudowa Pekinu. Jest to obudowany dziedziniec, gdzie (jak zrozumiałam) mieszka razem parę rodzin. Tymi małymi alejkami doszłam do



Rezydencja Księcia Gong (choć na zdjęciu jest wejście do jednego z pawilonów. Jego ogromną zaletą jest fakt, że nie został odnowiony)

Jest to najlepiej zachowany kompleks pałacowy/rezydencjonalny. W układzie jest bardzo podobny do Zakazanego Miasta.



Przez Pawilony przechodzi się



na dziedzińce (które są Bogota zarośnięte różnego roślnnością,



gdzie znajdują się Hale.

A na końcu jest wspaniały ogród z jeziorem

Najbardziej spodobały mi się dwie świątynię. Przy tej można zawieszać tabliczki z modlitwami



a ta poświęcona była dla czterech nieśmiertelnych duchów gór: lis, jeż, wiewiórka oraz wąż.



W dalszą trasę turyści zwykle brali rikszę, która przy okazji obwozi po hutongach. Ja się przeszłam na piechotę.



A oto już wieża bębnów



oraz wieża dzwonów, które miały odmierzać czas



Zwiedziłam tylko wieżę bębnów, bo o 16.45 był pokaz gry (WOW!!!)

Zdobyłam dziś osiągnięcia



1st Buddhist Monk achievement: “photo of Buddhist monks” unlocked.



2nd Buddhist Monk achievement: “photo of tourist Buddhist Monk who is in hurry because he was doing too much photos and he lost his group” unlocked



Bonus Buddhist achievement: “to be a tourist attraction for a Buddhist Monk” unlocked

Widać to zresztą po naszych minach, on jest skrępowany tym, że chce sobie zrobić ze mną zdjęcie, tak samo jak ja tym, że chcę sobie zrobić zdjęcie z nim.

Dziś udało mi się zjeść zupę z pierożkami z mięsem. Był to bardzo dobry, ale ostry rosół. Razem z piwem zapłaciłam 12 juanów. Jednak wreszcie odzyskałam apetyt i wracając do domu zaszłam do KFC (mój organizm domagał się czegoś, czego nie ma w tutejszej diecie, czyli albo buła albo majonez). Za kanapkę Zinger (w kurczaku była marchewka, groszek oraz kukurydza?Oo) zapłaciłam 9 juanów. Co ciekawe w menu kfc oferują zupy koksowe oraz kurczaka z ryżem.
Skoro jestem przy finansowym podsumowaniu (podaję, bo sama szukałam w necie przed wyjazdem i znalazłam potrzebne informacje, właśnie na czyimś blogu, więc mam nadzieję, że w przyszłości komuś się te informację przydadzą). Wstęp do parku Tian Tan, wraz ze zwiedzeniem wszystkich trzech obiektów 35 RMB, rezydencja księcia Gong 20 juanów (studencki), wieże dzwonów i bębnów 10 RMB (także bilet studencki).

Z ciekawostek po za Pekinowych AXN emituję nowy serial „Camelot”, wydaję się na tyle interesujący, że można mu poświęcić czas, ale o co w nim chodzi (po za standardową historią), to jeszcze nie wiem.

W kwestii zdjęć jedzenia, to jak dam radę, to jeszcze porobię, póki co było mi głupio wyciągać aparat w restauracji. Ale stoisk na ulicy jeszcze spróbuję:) A póki co po więcej zdjęć zapraszam do albumu.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Zakazane Miasto

04 kwi
W tle leci BBC (rany, oni mało się nie porobią z tym ślubem) a ja się zabieram do opisywania jedynego miejsca, które udało mi się dziś zwiedzić:



Zakazane Miasto,


albo inaczej Zimowy Pałac, czyli siedziba cesarzy Chin.

Pierwsze, co się rzuca w oczy to… tak tłum, dziki tłum. O 9 rano, w poniedziałek!
Poniżej wrzucę tylko parę najlepszych zdjęć, związanych z tematem, ale zapraszam do albumu, tam czeka na Was zdecydowanie więcej.
Jak opowiada przewodnik oraz Pani z audioprzedwodnika (po polsku!) Zakazano Miasto zostało ukończone około 1420 roku. Aktualnie w całości jest to muzeum, przy czym pierwsze dwa (z 10, jak naliczyłam) dziedzińców są dostępne dla wszystkich
(i stacjonuję tu wojsko, które relaksuję się grywając w kosza)

Z rezydencji rządziło 23 cesarzy, mieszkała tam masa konkubin a wśród nich byłe służące i przyszłe cesarzowe/cesarzowe-wdowy.

Przez zakazane miasto przepływa Złota Rzeka, przez którą przerzucono 5 mostów, odzwierciedlających 5 cnót konfucjańskich



Wszędzie widać smoki, są one odzwierciedleniem cesarza (był on utożsamiany ze smokiem)

Na początku widać Bramę Najwyższej Harmonii (po 5-6 pawilonie o podobnej nazwie, już zaczęło mi się mylić). To jest miejsce, które najczęściej widać na wszelakich filmach (zaczynając od disnejowskiej „Mulan”).



Dalej widać Pawilon najwyższej Harmonii, gdzie znajduję się tron. Wierzę Pani ze słuchawki na słowo, bo nie dałam rady dopchnąć się, żeby zobaczyć wnętrze (łokcie i nogi nie pomagają przy takiej masie).

Przy tym pawilonie można zobaczyć bardzo ładne naczynia kadzielne, w kształcie np. żółwia

W dalszej części znajdują się pawilony cesarzowych, które były odzwierciedlane przez feniksa

A co mogła znaczy walka smoka z feniksem?

Schodząc z głównej linii Zakazanego Miasta (tzn. z lini południe-północ, skręciłam na wschód) natrafimy na budynki innych mieszkańców: wspomnianych konkubin, cesarzowych, synów cesarzy. Wszystkie wyglądały bardzo podobnie i miały podobny układ: brama, dziedziniec, pierwszy pawilon, drugi dziedziniec, studnia, drugi pawilon. Od innych budowli były oddzielone takim oto murem:

A każda brama była ozdobiona pięknymi kwiatowymi wzorami

Tutaj też można zobaczyć wiosnę:)

Interesującym budynkiem był Kryształowy Pawilon (o ile dobrze pamiętam).


Jest to budynek, który zaczął budować ostatni cesarz Chin. Niestety nie zdążyli go wybudować przed abdykacją Pu Yi 12 lutego 1912 roku (btw zmarł on w 1967 jako całkowicie anonimowy obywatel ChRL). Budynek ten, miał być w części pod wodą, podłoga miała być ze szkła, tak żeby widać było pływające rybki

Następnie trafiłam na wystawę zegarów. Po co tam się wybrałam? Jeszcze pytacie? Steampunk!!! I wcale się nie zawiodłam.



Zegarek na parę (!)



XIX wieczny zegarek z Angli



Wnętrze zegarka. W albumie, więcej ciekawych egzemplarzy.

W następnej kolejności dotarłam do Ściany Dziewięciu Smoków, z szkliwionych płytek.

Archeologiczna ciekawostka: Szkliwo w Chinach zostało wynalezione około 600 r. p.n.e. (wg. przewodnika. To jest czas, Rzym dopiero zaczynał się rozwijać, Ateny i Sparta miały się całkiem dobrze. Jednak, niestety musze to przyznać, ta starożytna ceramika chińska, jest tak samo nudna, jak nasza kamionka średniowieczna. Jednak nie ma to jak dobra terra sigillata:)

Dalej zwiedzałam wystawę klejnotów cesarskich (średnie zdjęcia, można zobaczyć w albumie)



W dalszej części znajdował się niewielki ogród, którego ciekawostką było:


te dziwne wgłębienie na tarasu małego pawilonu. Jest ono związane z rytuałem kielicha (i jeżeli pomyśleliście, jak archeolog, to tak, macie rację, chodzi właśnie o to). Cesarz z gośćmi zasiadał przy tym zagłębieniu zalanym wodą i puszczali łódeczki z kieliszkami wódki. Do kogo łódeczka dopłynęła, musiał wypić wódkę. Była też wersja rozszerzona tej gry, kiedy trzeba było pić, a potem układać wiersze. Było to ulubione hobby jednego z cesarzy.



Inne widoczki z tego ogrodu

Na sam koniec zostawiłam sobie ogrody cesarskie (chociaż oczywiście pomiędzy wspomnianym ogródkiem, a ogrodami cesarskimi były jeszcze z 3-4 pawilony i pałace jak np. pałac Spokoju i Długowieczności, gdzie znajdowały się 2 m rzeźby z nefrytu). Niestety byłam już padnięta, a z głośników podano, że muzeum zamykają, związku z czym, chyba najfajniejsze (wesołe, wiosenne) miejsce przebiegłam.


Kwitnące kwiatki



Rybki



Ładny kącik

Po wyjściu z Zakazanego Miasta udałam naprzeciwko do Parku Jing Shan, który został wybudowany, żeby zachować równowagę feng shui Zakazanego Miasta. Przewodnik jako ciekawostkę podaję, że tu w XVII w., po zabiciu wszystkich konkubin, cesarzowej oraz córki, powiesił się cesarz Chongzhena (ostatni ze sławnych Mingów) w obawie przed powstaniem chłopskim.



Aktualnie z „wzgórza węglowego” można podziwać wspaniały widok na Zakazane Miasto



oraz na współczesny Pekin

Na zachód od Jing Shan znajduję się park Bei Hai, w którym dominują jezioro, na środku którego, na Nefrytowej Wyspie znajduję się Biała Dagoba

a po jeziorze pływają Mandarynki. Naprawdę, przyjrzyjcie się


To ten ptak, pierwszy z prawej:)

Mam problemy z jedzeniem. Nie wiem czemu, do godziny 16-17 nie jestem wstanie nic przełknąć. Powietrze jest za to tak suche, że piję więcej wody, niż w domu. Dziś udało mi się zjęść pieczone w głębokim tłuszczu mięso, posypane do woli, ostrą przyprawą.



Mięso na patyku. To białe to chrzęści (nie dałam rady, wyrzuciłam).

A następnie, koło Zakazanego Miasta zaciągnęła mnie laska do swojej, Prawdopodobnej Jednej Z Najdroższych, Bo Przy Zakazanym Mieście, restauracji. Skusiło mnie, że było napisane kurczak po angielsku, więc zamówiłam Kurczaka Gong-Bao (chyba). Zamówienie Sprite okazało się jednak zbyt skomplikowane. A samo jedzenie było naprawdę dobre, z ogórkiem i marchewką, z dużą ilością sosu, ale, mimo obecności suszonej ostrej papryki, mało ostre. A sama knajpa była zatłoczona lokalnymi (z pobliskich hutongów), więc może tak źle nie trafiłam.



Wejście do Hutongu, ozdobione prawdopodobnie na nowy rok, znakami przynoszącymi szczęście

Robiąc zdjęcie powyżej zostałam przyłapana przez chińską rodzinę. Po wcześniejszych przygodach wypracowałam technikę „nie znam angielskiego mówię tylko po polsku”. W tym przypadku jednak wcale się nie sprawdziła i radośnie zostałam obstrykana z Małą Dziewczynką, co wcale nie okazało się takie złe. A widząc uśmiechnięte twarze rodziców, zrobiło mi się nawet miło



wspomniana Mała Dziewczynka

Informacje praktyczne: Wstęp do Zakazanego Miasta 60 RMB, Przewodnik Audio 40 RMB+100 RMB depozytu. Zegarki i skarbiec po 10 RMB. Park pierwszy 2 RMB, park drugi 10 RMB (studencki). Kurczak 26 RMB, Cola 10 RMB (stawki koło Zakazanego Miasta). Aha, a bilet na metro w jedną stronę (wszystkie linie, ale bez wychodzenia) 2 juany.

PS. Oglądam najnowszy sezon CSI NY (dzięki uprzejmości AXN) oraz zafundowałam sobie pierwsze prezenty – kolczyki z czerwonej laki! ^^

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pekin dzien 2

03 kwi


W Pekinie już wiosna!
Drugi dzień był o wiele lepszy. Wczoraj byłam półprzytomna i rozdrażniona, jeżeli mój stan można tak ująć. Było blisko blokowania karty kredytowej, nerwy na hotel i na tłum.
Właśnie tłum, chyba to główna rzecz, jaka mnie tu przytłacza. W metrze cały czas ludzi jest tyle, co w Warszawie o godz. 8 albo 16. Może mam klaustrofobię, o której nie wiedziałam?
Dzisiaj pozwoliłam sobie na spokojny i mało turystyczny dzień. Zakupiłam bilety do Xi’an i do Tianjin, pozbyłam się tym sposobem wszystkich pieniędzy i musiałam wymienić dolary. Oczywiście wiązało się to z przyniesieniem paszportu, adresu hotelu itd. Wymiana zajęła chyba pół godziny, które spędziłam z sympatycznym pomocnikiem kasjerki, który mówił po angielsku (w przeciwieństwie do niej). Udało mi się też zjeść pierwszy chiński obiad, złożony z pierożków gotowanych na parzę z mięsem (sklejone żółtkiem, do którego przyklejono posiekany szczypieroek) oraz sałatki z ogórków z octem i czosnkiem. -Hu. Hu- zionę czosnkiem. Oi, ale tak bardzo, że nawet sama ledwo to znoszę.
Z turystycznej rozrywki wybrałam Katedrę Południową, Basztę Południowo-Wschodnią (Dongnan Jiao Lou) oraz (niestety tylko zewnątrz) Zabytkowe Obserwatorium (Gu Guanxiangtai). Opisze wam tylko basztę, bo do Obserwatorium jeszcze wrócę.
Katedra została założona na miejscu, gdzie mieszkał pierwszy jezuita w Pekinie – Matteo Ricci
Od Pekin

Jezuita Mateo Ricci w chińskich szatach
Aktualny kościół powstał w 1904 (3 poprzednie zostały zniszczone w zawierusze dziejów).



Budynek kościoła wyróżnia się z typowego pekińskiego tła

Niedzielna msza była niezwykła, na takiej jeszcze nie była. Czytania po angielsku i francusku. Kazanie w prostym, nie złożonym angielskim, zaczęło się od mistrzostw świata w krykiecie (też bylibyście zażenowani, jeżeli musielibyście wysłuchiwać żałosnych żartów na ten temat w BBC). Podczas przekazywania znaku pokoju, Chinki pokazywały sobie znak pokoju (u nas zwany znakiem Wałęsy, wiktorii, czy jak tam inaczej). A podczas komunii przypomniano wszystkim, że bez chrztu i pierwsze komunii nie można brać udziału, ale można podejść do księdza po błogosławieństwo.
Od Pekin

Kościół i kolejny Jezuita
Baszta jest pozostałością murów miejskich Pekinu, które zostały zniszczone w połowie XX wieku, pod budowę dróg.
Baszta,










A naprzeciwko niej współczesny Pekin
Baszta została zbudowana w XV wieku, ale z tego co wyczytałam na informacjach dookoła mury, to istniał on już wcześniej.






Mur odnowiony

Od Pekin

Mur nieodnowiony
Na mury i do baszty można, a nawet powinno się wejść. Wszystkie rekonstrukcje zostały wykonane około lat 80 XX wieku. Większość zniszczeń, co zostało starannie zaznaczone, odbyło się w czasie powstania bokserów, kiedy to baszta została zajęta przez cztery obce siły.


Mury


Wewnątrz murów

Południowo-Wschodnia Baszta obsługiwana była przez dewizę niebieskiej chorągwi (jeżeli dobrze tłumaczę chinglish). Związku z tym prawie cała obsługa była ubrana w zrekonstruowane niebieskie stroję, a na murach trzepoczą na wietrze niebieskie flagi.

Niebieska flaga dywizjonu


Domy, w których mieszkała załoga

Aktualnie przed murami zasadzono drzewka śliwki (nie znam się niestety na biologii, więc wierzę na słowo), które zaczynają kwitnąć.


Kwitnące drzewka

Dookoła murów jeździła kiedyś kolejka, ale niestety nie doczytałam, czemu ją zlikwidowali.

Pozostałości kolejki


Widok na dworzec główny z baszty

(informacje na podstawie przewodnika)

Z ciekawostek:
zanim zejdzie się do metra, trzeba oddać rzeczy do prześwietlenia, jak na lotnisku (co jest bezsensu, bo samemu nie przechodzi się przez bramki wykrywające metal).

Światła czerwone i zielone to drobna sugestia zarówno dla pieszych, rowerzystów jak i kierowców. Nic nie jedzie? A co tam, idę nie ważne, że to krzyżówka dwóch trzypasmowych ulic.

Chińczycy (i w zasadzie tylko oni, Chinek nie widziałam) charkają i spluwają na ulicę. Non stop. Jest to na tyle obrzydliwe, że jak słyszę ten dźwięk za plecami, czuję, że zaraz się zwymiotuję.

Poza tym oglądam BBC (aktualnie nadają tylko na temat albo, jak wspomniała, Mistrzostwach Świata w Krykiecie, które wygrały Indie, w meczu (?) z Sri Lanką, albo na temat ślubu księcia Williama i JakJejTam, bo to już za miesiąc) oraz HBO (najnowszy film Star Trek poruszył moją geekową stronę na tyle mocno, że zdecydowałam się po powrócić do serialowej wersji :3)

 

 

Spock zdecydowanie zdobył moją sympatię ze względu na podobieństwo
do Sheldona z BBT

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • RSS